„Krótka historia filozofii” Nigel Warburton

Kilka osób prosiło mnie abym napisał parę słów na temat mojej nowej lektury.

Zapraszam więc do mojej recenzji!

Książka pana Warburotn’a to bardzo zwięzły przegląd najważniejszych filozofów europejskich. Autor to wykształcony filozof i wielki entuzjasta tej metadyscypliny. Prowadzi on blogi: philosophybites.com i virtualphilosopher.com. Warto zajrzeć, znajdziecie tam wiele interesujących tekstów oraz podcastów. 

Wracając do książki, jest ona napisana w sposób chronologiczny, a więc zaczynamy od myślicieli czasów starożytnych i w bardzo płynny sposób kierujemy się w stronę czasów współczesnych. Nigel Warburton używa bardzo zrozumiałego języka, przytacza także wiele zabawnych i ciekawych anegdot z życia filozofów, przez co lektura okazuje się niezwykle przyjemna, lekka i niemająca nic wspólnego z, zazwyczaj, trudnymi tekstami filozoficznymi.

Dlaczego na moim blogu poświęcam tak dużo miejsca filozofii? Odpowiedź jest bardzo prosta: chciałbym aby osteopatia, która jest dla mnie przygodą życia, została dobrze zrozumiana zarówno przez moich pacjentów jak i studentów oraz praktyków osteopatii. Niestety, moim zdaniem, współczesna osteopatia została odarta z całej głębi, którą odkrył dla świata A.T. Still. Pozostały tylko techniki oraz suche „zasady osteopatii”, które tworzą raczej „neoosteopatię” , która upodobniła się do fizjoterapii. Co samo w sobie nie jest przecież niczym złym, sam jestem fizjoterapeutą i uważam, że to wspaniała dziedzina medycyny, jednak nie o to chodziło sławnemu doktorowi z Kansas.

Co nam w takim razie pozostaje? Powrót do źródeł. Jeśli chcecie dowiedzieć się co zainspirowało Stilla do stworzenia medycyny opartej na doświadczeniu, musicie poznać idee ludzi, których dzieła ojciec osteopatii czytał i cenił. „Krótka historia filozofii” wam to ułatwi. Pośród 40 rozdziałów znajdziecie tu między innymi: słynnych Greków: Sokratesa, Platona oraz Arystotelesa, Kartezjusza, wokół którego filozofii kręci się zachodni świat, Immanuela Kanta, który na nowo połączył umysł i ciało, Karola Darwina, jako przedstawiciela nurtu ewolucjonistów (choć, tak naprawdę, Still bardziej cenił Wallace’a i Spencer’a), Williama Jamesa (psychologia osteopatii), oraz Ludwiga Wittgenstein’a i jego lingwistyczne rozważania.

Wprawne oko zauważy, wśród wyżej wymienionych, brak jednego nazwiska: niestety w książce Warburtona nie znajdziecie rozdziału o Johannie Wolfgangu von Goethe. Jest on potocznie znany jako poeta, pisarz, nie każdy wie jednak, że był także wybitnym uczonym: przyrodnikiem i filozofem. Jego rozważania na temat dynamicznego trybu świadomości ułatwiły  Stillowi stworzenie systemu medycyny opartej na doświadczeniu. Szkoda, że brytyjski filozof nie poświęcił rozdziału Goethemu. Nie ma tego złego jednak, co by na dobre nie wyszło. Zaglądajcie na mojego bloga, niebawem przybliżę Wam idee tego wyjątkowego człowieka. 

mgr Tomasz Białek

„Modelowanie sylwetki metodą Delaviera” Frederic Delavier, Michael Gundill

Nadchodzi czas noworocznych postanowień. Bardzo często zakładamy sobie, że w nowym roku będziemy bardziej dbali o zdrowie, więcej się ruszali, a może nawet regularnie ćwiczyli.

Książka, którą chce Wam dzisiaj przedstawić może bardzo Wam to ułatwić. Skupia się ona na zagadnieniach związanych z treningiem siłowym. Panowie Delavier i Gundill w przystępny i atrakcyjny wizualnie sposób przedstawiają nam możliwości wszechstronnego rozwoju sylwetki w domowych pieleszach. Autorzy w pierwszych rozdziałach, bardzo zrozumiałym językiem, wprowadzają czytelnika w świat workout’u. Prezentują różnice pomiędzy treningiem wytrzymałościowym, siłowym a skierowanym na uzyskanie masy mięśniowej.

Z książki dowiemy się także w jaki  sposób do treningu wykorzystać meble i sprzęty, które każdy z nas posiada w mieszkaniu.  Bardzo ciekawą częścią publikacji są wskazówki na temat intensyfikacji wysiłku fizycznego i jego planowania.

Dla Pań mam miłą niespodziankę, znajdziecie tu całkiem sporo informacji na temat modelowania kobiecej sylwetki.

Część główna poświęcona jest ćwiczeniom, podzielonym na konkretne grupy mięśniowe. Dostajemy sporo informacji na temat poprawnej techniki, masę praktycznych wskazówek oraz bardzo ładne i czytelne ilustracje.

Na deser autorzy grupują ćwiczenia w przykładowe zestawy, które z powodzeniem możemy dopasować do stopnia zaawansowania naszej muskulatury oraz ilości czasu, który możemy poświęcić na trening.

Jeśli chcecie zacząć modelować swoją sylwetkę, a nie macie czasu ani ochoty na wycieczki na siłownie, sięgnijcie po pozycję wydawnictwa PZWL, na pewno się nie zawiedziecie.

Zdecydowanie polecam!

mgr Tomasz Białek

 

„Sztuka prostoty” Dominique Loreau

Jest to książka o minimalizmie w wielu aspektach życia. Na wstępie poznajemy różnice pomiędzy dominującym we współczesnym świecie materializmem a jego przeciwieństwem. Dowiadujemy się jakie korzyści osiągniemy korzystając z filozofii minimalizmu, także (co mnie jako osteopatę szczególnie zainteresowało) w odniesieniu do  zdrowia, tak psychicznego (ekologia wnętrza) jak i fizycznego (dbanie o ciało i umiar w jedzeniu).

Autorka swoje słowa adresuje głównie do kobiet, więc znajdziemy tu również dużo praktycznych porad na temat dbania o własny wizerunek. Pomimo tego wszystkie wskazówki wydają się dość uniwersalne, więc także męski odbiorca bez trudu dokona konwersji i z nich skorzysta.

Z każdej lektury staram się wyciągnąć coś, co sprawdzi się w codziennym życiu, a przede wszystkim w osteopatycznej pracy z moimi pacjentami. Na jednym z pierwszych zjazdów dowiedziałem się, że osteopatia powinna być prosta. Wtedy nie rozumiałem tego zbyt dobrze, ale po kilku latach praktyki zgadzam się z tym stwierdzeniem. Terapia osteopatyczna powinna odbywać się pod dyktando słynnych słów A.T. Stilla: „Find it, fix it, leave it”. W wolnym tłumaczeniu- nie zawsze więcej znaczy lepiej.  W dobie najróżniejszych metod fizjoterapeutycznych, które są nieskończenie skomplikowane i sztywne w założeniach, osteopatia jest ostoją zdrowego rozsądku, która daje możliwość ciągłej interakcji terapeuty z pacjentem. Dzięki temu techniki, które stosujemy w gabinetach, są zawsze bezpieczne i w pełni dostosowane do konkretnego człowieka.

Polecam Wam „Sztukę prostoty”, być może jej lektura skłoni Was do przemyśleń i ubogaci Wasz warsztat pracy z pacjentami. A może totalnie zakochacie się w minimalizmie i będzie to dla Was odtrutka od pędzącego, rozwrzeszczanego świata, w którym wszyscy żyjemy? Przyjemnej lektury!

mgr Tomasz Białek

„Gastroenterologia Nettera” M. Floch

Gastroenterologię polecił mi mój oczytany kolega Marcel Mieszkalski z bloga fizjopassion.pl. Świetnie się z niej uczyło anatomii narządów wewnętrznych do części egzaminu z Osteopatii Wisceralnej.

Jest to dwutomowa pozycja skupiająca się na gastroenterologii i żywieniu, balansująca pomiędzy słowem a świetnymi ilustracjami Franka H. Nettera. Książki podzielono na 10 części odnoszących się do poszczególnych narządów układu pokarmowego oraz jego specjalnych zagadnień (np. jak wygląda badanie jelita cienkiego, jaki jest wpływ leków na żołądek, jak powstają przepukliny rozworu przełykowego itp.).

Znajdziemy tu sporą dawkę anatomii i fizjologii, mnóstwo świetnie opisanych i zilustrowanych schorzeń układu pokarmowego, a także opisy najczęstszych zabiegów chirurgicznych w obrębie jamy brzusznej.

Pozycja obowiązkowa nie tylko dla lekarzy gastroenterologów, ale i dla osteopatów pasjonujących się terapią wisceralną. Polecam!

mgr Tomasz Białek

„Nowoczesne zasady odżywiania” C. Campbell, T. Campbell

Nieodłącznym elementem „zdrowotnej układanki” bez wątpienia jest odżywianie. Temat rzeka, o którym napisano pewnie dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy książek i artykułów, często wzajemnie się wykluczających.

Dla człowieka, który nie jest specjalistą od dietetyki sytuacja ta może okazać się frustrująca, ponieważ słysząc coraz to nowe „teorie” na temat żywności oraz widząc w mediach coraz to nowe „cudowne” diety, które leczą choroby, znajduje się on w sytuacji dysonansu poznawczego, który kończy się najczęściej stwierdzeniem „skoro nawet naukowcy się spierają to będę jadł to, na co mam ochotę”.

Po przeczytaniu kilku książek o odżywianiu trafiłem w końcu na absolutnie przełomową publikacje amerykanów: T. Colina Campbell’a i Thomasa M. Campbella II. Książka ta, w oryginale nosząca tytuł „The China Study” (dlaczego, o tym za chwilę), przedstawia absolutnie rewolucyjne wyniki badań dotyczących diety.

Wszystko zaczęło się od eksperymentu przeprowadzonego w Indiach, który polegał na podawaniu szczurom silnego kancerogenu wywołującego raka wątroby. Podzielono je na dwie grupy, pierwszą karmiono dietą bogatą w białka zwierzęce (powyżej 20 % kalorii w diecie), druga czerpała jedynie 5% kalorii z białka zwierzęcego, resztę pokarmu stanowiły rośliny.

Wyniki eksperymentu były zdumiewające: 100 % zwierząt z pierwszej grupy po zakończeniu eksperymentu posiadało w wątrobie ogniska raka. Zgadnijcie ile procent w drugiej grupie miało takie zmiany? Otóż 0 %, słownie ZERO PROCENT. Doktor Campbell po dotarciu do tego eksperymentu, (który oczywiście w świecie naukowym przeszedł bez echa), postanowił sprawdzić jego powtarzalność. Wszystkie wyniki w eksperymentach biochemika były dokładnie takie jak w oryginalnym eksperymencie. No tak… można jednak stwierdzić, że szczury to nie ludzie, a laboratorium to nie prawdziwy świat. Do takich samych wniosków doszedł sam Campbell.

I tu docieramy do oryginalnego tytułu: „The China Study” czyli Badanie Chińskie. Doktor Campbell zebrał ekipę badawczą i wyjechał do Chin, w których dotarł do badania, które przeprowadzono w latach 70-tych na ponad 800 milionach ludzi (sic!).

Wyniki eksperymentu przedstawiono w opasłej księdze, która pełna była map występowania różnych chorób w całych Chinach. Amerykański naukowiec postanowił sprawdzić, co wpływa na liczbę zachorowań. Skupił się szczególnie na nowotworach. Mając w pamięci badanie z Indii postanowił sprawdzić jak odżywiają się mieszkający w tych prowincjach Chińczycy. Wyniki badania pokrywają się prawie dokładnie z wynikami eksperymentów na szczurach. Mianowicie: ludzie, których codzienna dieta zawiera mniej niż 5% energii z produktów zwierzęcych okazywali się najzdrowsi i prawie w ogóle nie chorowali na nowotwory, a także inne choroby cywilizacyjne takie jak: cukrzyca, choroby autoimmunologiczne (między innym SM), osteoporozę, otyłość i wiele innych.

Pod wpływem tych doświadczeń Campbell w swojej genialnej książce prezentuje dietę NOPR (opartą o Nieprzetworzone Produkty Roślinne). Więcej o samej diecie, która jest banalna w swojej prostocie, znajdziecie w samej książce, bądź (jak dobrze poszperacie) w Internecie.

Pewnie w waszych głowach roi się od wątpliwości i pytań (bo przecież to kolejne „cudowne odkrycie” w dietetyce), ale zaufajcie mi. Po przeczytaniu wielu książek na temat nowoczesnej dietetyki jestem absolutnie przekonany, że wszystko, co pisze autor „Nowoczesnych zasad odżywiania”, jest prawdą popartą zresztą twardymi dowodami naukowym.

Niektórzy z was mogą mieć problem z przestawieniem się na holistyczny model nauki, który w opozycji do wszechobecnego redukcjonizmu skupia się na badaniach epidemiologicznych i wyciąganiu z nich konkretnych wniosków. Może się to wydawać mniej wartościowe od bardzo kosztownych eksperymentów mikrobiologicznych, ale wszystkie wasze rozterki na ten temat rozwieje kolejna książka Cambpella o cudownym oryginalnym tytule: „Whole: Rethinking the Science of Nutrition” (polski to okropna „Ukryta prawda”…)

Podsumowując, jeśli chcecie zdobyć najbardziej rzetelne informacje na temat tego jak się odżywiać żeby być zdrowym, dlaczego nie stosować suplementów diety, w jaki sposób pokarmy zwierzęce wpływają negatywnie na nasze organizmy, dlaczego wiedza zdobyta w Badaniu Chińskim nie jest nauczana np. w szkołach i studiach (nawet na dietetyce), sięgnijcie po tą absolutnie wyjątkową książkę.

Uprzedzając pytania o to czy ja jestem weganinem odpowiadam, że nie, ale większość moich posiłków przygotowywana jest według zaleceń diety NOPR, która dopuszcza niewielką ilość pokarmów zwierzęcych. Po przeczytaniu tej książki pozbyłem się także wielu szkodliwych nawyków żywieniowych: nie używam masła, śmietany, cukru, nie jem prawie w ogóle mięsa, jem lepsze pieczywo, nie używam suplementów, jem mnóstwo owoców i warzyw. Jednym słowem dzięki temu, że opieram swoją dietę o ROŚLINY, czuje się dużo zdrowiej. Czego i wam z całego serca życzę.

mgr Tomasz Białek

„Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy.” P. Levine

Niedawno wpadła mi w ręce książka, którą kilkakrotnie mi polecano. Autorzy poruszają w niej niezwykle ciekawy i istotny problem.

Z powodu „trójjedności ludzkiego mózgu”, a więc tego, że składa się on z części gadziej (instynkty), ssaczej (emocje) i kory nowej (myślenie racjonalne) dużo częściej niż zwierzęta ulegamy traumom.

Peter A. Levine oraz Ann Frederick uważają, że większość z nas w ciągu życia przynajmniej raz uległa tej psychologicznej dysfunkcji.

Zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi najczęściej wychodzą z traumatycznych przeżyć bez szwanku, ponieważ działają instynktownie korzystając z wrodzonej mądrości swoich ciał i zdolności do samouzdrawiania.

U ludzi działa to nieco inaczej. W wielu przypadkach energia skumulowana w trakcie przerażającej sytuacji zostaje uwięziona w naszym ciele z powodu reakcji zwanej przez autorów książki „zamarciem”. Zjawisko to jest jedną z trzech reakcji instynktownych na zagrożenie (obok walki i ucieczki).

Tak jak zwierzę schwytane przez drapieżnika zamiera, (ponieważ nie ma możliwości ucieczki ani walki), tak i człowiek często w taki sposób reaguje na wyjątkowo stresujące wydarzenia, jednak w odróżnieniu do naszych braci mniejszych zazwyczaj nie ufamy wrodzonym instynktom, a tym samym uniemożliwiamy rozładowanie skumulowanej energii.

Nasz system nerwowy równoważąc stan samopodtrzymującego się pobudzenia, włącza łańcuch reakcji adaptacyjnych, które organizują nadmiar tej energii. Rozpoznajemy je jako „objawy traumy”.Należą do nich m. in: nadmierna czujność, zaburzenia snu, gwałtowne zmiany nastroju, natrętne obrazy i wspomnienia, depresja, zespół przewlekłego zmęczenia itd.

Objawy te w konsekwencji prowadzić mogą do poważnych schorzeń psychosomatycznych. Brzmi znajomo? Otóż właśnie dlatego uważam, że książka ta to wartościowy element biblioteki każdego fizjoterapeuty czy osteopaty.

Wielu naszych pacjentów może cierpieć z powodu nieuświadomionych traum. Prawidłowe rozpoznanie pierwotnej przyczyny złego stanu zdrowia jest kluczowe w procesie holistycznego leczenia.

Może w przypadku waszego pacjenta jest nią właśnie trauma? Jak ją rozpoznać, jak sobie z nią radzić, kiedy odesłać pacjenta do psychologa, jak działają nasze mózgi (między innymi pamięć) – odpowiedzi na wszystkie te pytania znajdziecie w tej książce. Polecam!

mgr Tomasz Białek

„Siła Nawyku” Ch. Duhigg

Jest to książka nietypowa, pozornie niezwiązana ze zdrowiem. Jej podtytuł brzmi: „Dlaczego Robimy To Co Robimy I Jak Można To Zmienić W Życiu I Biznesie”, po jej przeczytaniu myślę, że to obowiązkowa pozycja w bibliotece terapeuty, ponieważ wiedza w niej zawarta przyniesie korzyść nam samym oraz przede wszystkim pomoże w powrocie do zdrowia naszym pacjentom.

Charles Duhigg dogłębnie analizuje mechanizm tworzenia, a także, co najważniejsze, ZMIANY nawyków. Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie robią to, co robią? Okazuje się (co naukowo udowadnia w swojej książce Duhigg), że ogromna większość naszych zachowań powodowanych jest przez nawyki, które nabyliśmy w ciągu życia.

Począwszy od nałogów takich jak palenie papierosów czy picie kawy (tak według mnie to też nałóg), poprzez codzienne przyzwyczajenia jak oglądanie telewizji w trakcie posiłku, aż do pozytywnych nawyków jak uprawianie sportu, wszystkie czynności, gdy już zostaną przez nasz mózg przekształcone w nawyk (co wymaga kilkukrotnego powtórzenia danej nawykowej pętli) wrastają w nasze życie i większość z nas nie zdaje sobie sprawy z ich automatycznego podłoża.

Każdy nawyk składa się z pętli w skład której wchodzą: WSKAZÓWKA, ZWYCZAJ oraz NAGRODA. Aby nawyk zaistniał konieczne jest także PRAGNIENIE.
„Weźmy, na przykład palenie papierosów. Kiedy palacz zobaczy wskazówkę – powiedzmy, paczkę marlboro – mózg zaczyna antycypować dopływ nikotyny. Sam widok papierosów wystarcza, by mózg zaczął pożądać nikotyny. Jeżeli jej nie dostanie, pragnienie narasta, aż palacz, nie zastanawiając się nad tym sięgnie po marlboro”.

Taki sam mechanizm działa w przypadku pozytywnych nawyków jak np. bieganie każdego ranka. Pragnienie jest tu oczywiste – to chęć poczucia przypływu endorfin lub poczucia spełnienia. Wskazówką mogą być sportowe buty, które stoją w widocznym miejscu. Sam ich widok wyzwoli pragnienie, które, jeśli jest odpowiednio silne, uruchomi nawyk wiodący do upragnionej nagrody.

Dlaczego uważam, że wiedza wyniesiona z lektury tej książki jest pomocna w pracy terapeuty? Otóż wiele problemów zdrowotnych naszych pacjentów wynika właśnie z nawyków! Czy są to złe nawyki związane z odżywianiem, czy też z pasywnym spędzaniem wolnego czasu, a także z nałogami , wszystkie one wpływają negatywnie na zdrowie naszych pacjentów. Celem każdego dobrego terapeuty powinno być WYLECZENIE pacjenta. W niektórych przypadkach sama terapia w gabinecie to jedynie doraźna pomoc w dolegliwościach, kluczowe jest jednak znalezienie ich przyczyny i edukacja pacjenta, w jaki sposób może się jej pozbyć. Uważam, że to bardzo ważna kwestia, często lekceważona, zwłaszcza przez lekarzy, których zachowanie pacjenta poza gabinetem niewiele interesuje.

Jak więc pozbyć się nawyków? Chalres Duhigg, opierając się na wielu badaniach stwierdza, że nie można „wymazać ich z mózgu”. Na szczęście jest światełko w tunelu, można je ZMIENIĆ. To „ZŁOTA ZASADA NAWYKU”, która polega na zachowaniu wskazówki i nagród, ale i diametralnej zmianie zwyczaju.

Po szczegółowe informacje jak tego dokonać odsyłam do treści tej, świetnie napisanej, książki, która zawiera mnóstwo wartościowej, naukowo popartej wiedzy na temat nawyków dotyczących nie tylko jednostek, ale i organizacji oraz całych społeczeństw. Wiedza w niej zawarta może posłużyć także wyrobieniu nawyków codziennej nauki, co w naszej profesji jest bardzo ważne!

mgr Tomasz Białek

„A Headache in the Pelvis” D. Wise, R. Anderson

Vulvodynia- pewnie niektórzy z was zetknęli się z tą nazwą. Cóż to takiego?

Według definicji jest to zespół chronicznego bólu, który dotyczy okolic urogenitalnych kobiet. W wielu miejscach w Internecie przeczytać możemy, że etiologia tej choroby nie jest ustalona, choć wykluczyć można czynniki bakteryjne, nowotworowe czy związane z chorobami przenoszonymi drogą płciową.

I tu zaczynają się schody…bo jak leczyć chorobę, nie wiedząc jakie są jej przyczyny? Oczywiście alopatyczna medycyna ma do zaproponowania standardowy zestaw działań w takich przypadkach, na pierwszy ogień idą oczywiście leki przeciwbólowe, antybiotyki, sterydy itd.

Doktor Anderson i doktor Wise w swojej znakomitej książce „A Headache in the Pelvis. A New Understanding and Treatment for Chronic Pelvic Pain Syndromes” wyjaśniają nam mechanizmy powstawania bólu, nadwrażliwości, parestezji i wielu innych dolegliwości związanych z układem moczowo – płciowym.

Książka ta koncentruje się na mięśniach dna miednicy, autor podaje kilka przydatnych metod pomagających trwale przywrócić prawidłowy tonus mięśniowy w tej newralgicznej okolicy (minute to minute relaxation, paradoxical relaxation, trigger points). Nie zapomina także o psychosomatycznym podłożu schorzenia i obrazowo wyjaśnia jak powstaje błędne koło dysfunkcji. Poza tym Anderson słusznie zauważa, że problemy w obrębie dna miednicy nie są domeną tylko i wyłącznie kobiet ale dotyczą także wielu mężczyzn.

Abstrahując od książki, która jest absolutnym „must have” każdego szanującego się terapeuty manualnego/osteopaty, zauważam także kilka innych, godnych polecenia metod radzenia sobie dysfunkcjami mięśni dna miednicy.

Przede wszystkim, jako przyszły osteopata, zwracam uwagę na całe ciało pacjenta. Jeżeli weźmiemy na warsztat aspekt powięziowy zauważyć możemy, że taśma głęboka przednia obejmuje powięź dna miednicy, dźwigacz odbytu, a także powięź mięśnia zasłaniacza wewnętrznego, a więc struktury, których napięcie może powodować dysfunkcje w obrębie miednicy mniejszej. Warto zastanowić się nad rozluźnieniem całej tej taśmy. Do taśmy tej należą także mięśnie żucia, co może mieć duże znaczenie z racji psychosomatycznego charakteru tak VULVODYNII jak i BRUKSIZMU, które to schorzenia (związane ze stresem) często idą w parze. Czasami rozluźnienie np. żwaczy może dać zaskakujący efekt w postaci zmniejszenia napięcia w obszarze dna miednicy.

Struktury leżące w dnie miednicy tworze PRZEPONĘ MIEDNICZNĄ, co ma niebagatelne znaczenie, ponieważ wynika z tego fakt, iż zaburzenia w tej okolicy związane mogą być z nieprawidłowym ciśnieniem w jamie brzusznej spowodowanym np. dysfunkcjami w obrębie PRZEPONY ODDECHOWEJ, czy innych przepon występujących w naszym organizmie bądź też dysfunkcji wisceralnych.

Patologiczny rozkład napięcia w obrębie przepony miednicznej może wynikać także z dysfunkcji w obrębie kości krzyżowej czy kości biodrowych. Nawet niewielka torsja może spowodować niesymetryczne napięcie i w konsekwencji doprowadzić do uciśnięcia ważnych struktur nerwowych czy naczyniowych, co w konsekwencji doprowadzić może do dysfunkcji charakterystycznych dla VULVODYNII.

Chciałbym także zwrócić uwagę na to, iż autonomiczne unerwienie narządów płciowych jest tożsame z unerwieniem jelita grubego, a więc warto także sprawdzić czy pierwotna lezja nie czai się właśnie w tej okolicy, przenosząc się w wyniku odruchu somato-wisceralnego na inne narządy zaopatrywane z tego samego segmentu.

Jak widzicie można bez końca pisać o przyczynach (etiologii) Vulvodynii (nie wspomniałem o wyciszaniu układu autonomicznego czy rozplątywaniu blaszki Delbeta), dlatego warto zaufać swoim zdolnościom diagnostycznym i znaleźć przyczyny, które powodują występowanie niepokojących symptomów w obrębie układu moczowo-płciowego.

Na koniec jeszcze raz polecam książkę „A Headache in the Pelvis”.
Pozycja warta przeczytania, skłaniająca do przemyśleń, rozszerzająca horyzonty, niosąca wiedzę, której posiadanie na pewno odbije się korzystnie na zdrowiu naszych pacjentów.

mgr Tomasz Białek

„Kwantowy przełom” R. Gordon i wsp.

Do napisania o „Kwantowym Przełomie” zabierałem się kilka razy, ale nie byłem do końca przekonany czy ta pozycja pasuje do kanonu lektur przydatnych w pracy osteopaty/fizjoterapeuty.

Wisława Szymborska powiedziała kiedyś, że każda, nawet najgorsza lektura wnosi coś do naszego życia. Idąc za jej radą zdecydowałem się przedstawić wam moją subiektywną opinię na temat książki Richarda Gordona i wsp.

„Kwantowy Przełom” to rozwinięcie koncepcji Kwantowego Dotyku 1.0, zawartego w poprzedniej książce Gordona „Kwantowe uzdrawianie. Od medycyny do cudów”. Autor prezentuje nam nowy sposób leczenia, mianowicie Kwantowy Dotyk 2.0, nie wymagający już bezpośredniego kontaktu w postaci dotyku. I już w tym momencie pojawiły się we mnie pierwsze wątpliwości. Sami przyznacie, że nazwy tych metod są dość zabawne i raczej na siłę skomercjalizowane.

Przejdźmy jednak do rzeczy, o co chodzi w tej całej „Metodzie uzdrawiania”? Przede wszystkim musimy wyzwolić energię serca, skupić swoją intencję na zaburzonym obszarze ciała i wraz z oddechem przesyłać tam naszą uzdrawiającą moc. Richard Gordon przekonuje nas, że nie musimy mieć żadnej specjalnej wiedzy z dziedziny anatomii czy fizjologii (oczywiście jej posiadanie nie jest żadną przeszkodą), musimy po prostu zaufać „inteligencji wszechświata”.

Cóż…nie brzmi to zbyt poważnie, ale po głębszym zastanowieniu możemy informacje zawarte w tej książce zaadoptować do naszej pracy z pacjentami. Wielokrotnie przecież słyszałem od świetnych osteopatów z wieloletnim doświadczeniem jak ważna jest intencja w naszej pracy.

Idąc za radą Szymborskiej można wyłuskać z tej książki kilka innych interesujących tematów. Szczególnie zainteresował mnie rozdział dotyczący wzajemnych relacji kości klinowej i miednicy. Brzmi znajomo, prawda?

Takich perełek jest więcej, więc polecam pokonać pierwsze odruchy wymiotne, jakie u wielu może wywołać ezoteryka i dotrwać do końca tej książki. Być może ta lektura was wzbogaci i skłoni do przemyśleń.

mgr Tomasz Białek

„Whiplash” Meridel I. Gatterman

W naszej codziennej pracy często spotykamy się z pacjentami cierpiącymi z powodu dolegliwości spowodowanych przez wypadki komunikacyjne.

Jedną z najczęstszych konsekwencji zdarzeń drogowych są urazy odgięciowe kręgosłupa szyjnego (ang. Whiplash Injury – uraz smagnięcia biczem). Jakiś czas temu w moje ręce wpadła lektura, która schorzenie to traktuje kompleksowo.
Książka, którą Wam przedstawiam jest bardzo obszerna w treść. Mimo niewielkich rozmiarów (259 str.) stanowi wyczerpujące kompendium wiedzy o urazach szyjnego odcinka kręgosłupa.
Autorzy (dosyć wyczerpująco) przedstawiają podstawy anatomii regionu głowy i szyi oraz skupiają się bardzo mocno na diagnostyce. Książkę ozdabiają estetyczne, czytelne ryciny jednak daleko im do rysunków Nettera czy Granta. Znajdziemy tu także rozdział poświęcony metodom obrazowania odcinka szyjnego kręgosłupa.
Zawodzi jednak znikoma ilość sposobów leczenia. W rozdziale 6 poznajemy w zasadzie tylko wszystkim doskonale znane punkty spustowe i metody ich dezaktywacji. Niestety oprócz kompresji ischemicznej, igłoterapii i terapii laserem biostymulacyjnym nie znajdziemy tu opisu innych metod np. pozycyjnego rozluźniania.
To co odróżnia tę książkę od innych o podobnej tematyce jest “ukierunkowanie badania i terapii bezpośrednio na pacjenta”. Metoda tu opisana podkreśla procesy samouzdrawiania, holizm w leczeniu pacjenta oraz zakłada “humanistyczne podejście w relacji pacjent – terapeuta”.
Jest to tożsame z zasadami osteopatii i salutogenezy Aarona Antonovsky’ego. Gdy przyjmiemy koncepcję paradygmatu w którym pacjent to centrum procesu leczenia  będziemy szukać w organizmie pacjenta zdrowia, a nie choroby. O to samo chodziło przecież A.T. Stillowi!

“ Znaleźć zdrowie – oto zadanie dla lekarza. Każdy potrafi znaleźć chorobę.”